Aktualności

26.06.2018
Artykuł o Joannie Sędzikowskiej w Twojej Księgarni

Nazywam się Joanna Sędzikowska i jestem szczęściarą. Choć może to nie kwestia szczęścia, a czegoś we mnie, co nie daje mi usiedzieć spokojnie. 



„Bój się Boga, dziecko, ty masz diabła za skórą!” – mamrotała moja babcia, przemywając wodą utlenioną moje odrapane kolana i wyciągając z nich żwir pęsetą. Bolało, a jakże, ale zawsze było warto!

Pewne poszlaki wskazują, że babcia mogła mieć rację. Na przykład to, że objechałam świat dookoła wzdłuż i wszerz, nurkując z rekinami, wspinając się na pięciotysięczniki (i wystarczy – tam i tak nie ma czym oddychać, więc nie ma co pchać się wyżej), przemierzając ścieżki Inków, wsłuchując się w odgłosy dżungli w chatce z palmowych liści w lesie deszczowym, karmiąc niedźwiedzie mlekiem, kangury trawą, słonie bananami, a węże własnym ciepłem. I choć co rusz ładowałam się w miejsca i sytuacje zagrażające życiu, nigdy nie zrobiłam sobie krzywdy.

 A w przerwach między podróżami zbudowałam dwa banki. Oczywiście nie sama. Za każdym razem z garstką innych, ale równie świetnych ludzi. Więc jakby ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, chciał sobie zbudować bank, to służę radą i pomocą. Umiem to zrobić całkiem nieźle i świetnie się przy tym bawię. Myślę, że napiszę o tym książkę.

 Kocham psy. Koty też, oczywiście, ale koty kochają wszyscy. Jak ktoś kotów nie kocha, to koty robią oczy ze Shreka i już kocha. Z psami sprawy się mają inaczej. Psy nie są przebiegłe, nie potrafią robić oczu ze Shreka i przez to jest ich na świecie więcej niż ludzi, którzy chcieliby im dać dom.

Każdy człowiek ma predyspozycje do jakiejś rasy. Ja mam do psów północnych. Krótko po tym, jak to odkryłam, do naszego domu trafił mały zdobywca świata, piesek, co miał diabła za skórą jak ja: Raptor. I raz na zawsze powymiatał nudę ze wszystkich kątków.

A po jakimś czasie wpadłam na pomysł, żeby otworzyć dom tymczasowy. Oczywiście dla ras pierwotnych, z którymi dogadywałam się świetnie. I to był najlepszy i najgorszy pomysł, na jaki wpadłam. Najlepszy, bo wspaniale jest robić coś dobrego, bo uratowałam kilka psów, zdobyłam masę przyjaciół i w końcu miałam poczucie, że robię to, co powinnam. A najgorszy, bo… dom mam do remontu. I ogród.

Nie jestem idealna. Moje psy nie są świetnie wychowane. Popełniam błędy, które dużo mnie kosztują – z reguły dużo wstydu i psich smakołyków, których muszę użyć, aby te swoje błędy zatuszować. Okazało się jednak, że kombinacja mojej nieidealności: braku umiejętności przewidywania i bezradności wobec psiego sprytu, z żywiołową pomysłowością i inteligencją moich yeti bardzo wszystkich bawi. Doprawdy nie wiem czemu. Bo kiedy te wszystkie sytuacje mają miejsce, to wcale takie śmieszne to nie jest.  Ale kiedy o tym piszę, to ludzie się śmieją.

Ostrzegam więc, Drodzy Czytelnicy: moje książki są śmieszne. Bardzo przepraszam Waszych współpasażerów, że parskając, zapluliście im plecy, oraz obsługę informatyczną w Waszej firmie, że musieli czyścić monitor z kawy. Nie czytajcie przy szefie ani pod stołem na nudnym zebraniu…

Z alaskańskim pozdrowieniem

Autorka Psów z piekła rodem

 

 
 
×